Moje konto Moje konto
Koszyk jest pusty
Szybki kontakt

Sklep Spławikowy FishingFloats.pl

tel.: +48 575 949 700
e-mail: office@fishingfloats.pl

Numer konta:

mBank

75 1140 2004 0000 3002 7728 9130

Nęcenie odległościówki

Moje przemyślenia odnośnie nęcenia odległościówki.

Łowiąc metodą odległościową początkowo nie przykładałem większej wagi do zanęty.

Uważałem, że jeśli w miarę precyzyjnie uda mi się zanęcić i użyję do tego w miare dobrej, markowej zanęty, to wcześniej lub później ryby pojawią się w łowisku.

Przy łowieniu rekreacyjnym jest to prawdą - jesli ryby w łowisku są, to pojawią sie z pewnością. 

Kiedy jednak łowimy zawodniczo, pojawia się silna konkurencja i ryby się mocno rozpraszają. Po początkowym spłoszeniu ryb, które na pierwsze necenie, przed łowieniem reagują przeważnie odpłynięciem z łowiska - jeśli tam oczywiście były :) . Kilkuminutowe "bombardowanie" łowiska kulami, wpadającymi do wody, jak kamienie, wypłasza na dłużej większe i bardziej ostrożne osobniki. O tym do kogo podpłyną potem w pierwszej kolejności decyduje już w dużym stopniu zanęta. Od jej przygotowania i podania zależy bardzo dużo. 

Podglądając najlepszych tyczkarzy doszedłem do wniosku, że trzeba nęcić stosunkowo lekko. Natomiast kilkukrotne druzgoczące wręcz porażki, zweryfikowały moje podejście do podawania wszelkiego typu robactwa.

Duży wpływ na mój sposób nęcenia  mają łowiska na których przeważnie odbywają się zawody w których biorę udział. Z regóły są to dość płytkie zbiorniki, ich rybostan składa sie w zdecydowanej większości z drobnych ryb.

Najważniejsza moim zdaniem jest konsystencja zanęty. Ze względu na to, że kule do odległościówki,( Jeśli nęcimy za pomocą procy), lepimy jedną ręką, starając się aby były jednakowej wielkości, a co za tym idzie miały taką samą wagę. Konsystencja zanęty musi przypominać troche plastelinę. Powinna być dość mokra, aby łatwo formowały się z niej kule. Spoistość kul zanętowych reguluję poprzez ich odpowiednie ściśnięcie. Kule, które maja szybko przywabić ryby w łowisko, ściskam słabiej. Dwa -  trzy ściśnięcia formują kulę, która rozpadnie się zaraz po wpadnieciu do wody. Jeśli chcę, aby dotarły do dna, sciskam kule pięć - sześć razy. Taka kula poleży wtedy trochę na dnie zanim się rozłoży. Jeśli chcę zrobić kule długo zalegające na dnie, to ściskam je dłużej, około dziesięciu razy. Tak samo traktuję kule z dużą ilością robaków, podawane w trakcie łowienia. Jest to odpowiednik "kubka" w tyczce.

Jeśli chodzi o samą zanęte - po wielu eksperymentach doszedłem do wniosku, że nie jest aż tak istotna. Przez ponad dwa lata łowiłem mieszanką dwóch zanęt do których czuję sentyment, bo dały mi wielokrotnie świetne wyniki :

Leszcz Optimum firmy PISCARI i Leszcz Zawodniczy firmy STYNKA. Są to stosunkowo niedrogie zanety, ale moim zdaniem ich jakość jest bardzo dobra. Mieszankę sporządzałem z nich w stosunku 1:1. Daje stosunkowo dużą ilość zanęty spożywczej w mieszance bo ma ona przede wszystkim wabić ryby. I to ze znacznych odległości.

Wymienione przeze mnie zanęty znacznie różnią się od siebie i wymagają odrebnego przygotowania przed wymieszaniem z ziemia.

 PISCARI - Leszcz Optimum  - to zanęta o dość drobnej frakcji i sporej ilości pracujących składników. Bardzo mocno pachnie kolendrą, choć trochę przypomina też Gross Gardons. Zapewne dlatego, że jest bogata w dodatki i ma jasnobrązowy kolor. Ta zanęta odpowiada w mojej mieszance za smugę zapachowa i kolorystyczną. Przesiewam ją przez drobne sito. Grubszą frakcję mielę w młynku i spowrotem dodaję do zanęty. Ma tworzyć w wodzie silną smugę zapachową. Ze względu na załozony sobie efekt, rozrabiam tą zanętę dopiero nad wodą , przed łowieniem i łączę obie zanęty tuż przed zmieszaniem z ziemią, na łowisku. Gdy nie mam jej dostępnej używam zanęt innych firm, patrząc na to, żeby miały drobną frakcję.

STYNKA - Leszcz Zawodniczy - różni sie od wymienionej wyżej tym, że ma trochę grubszą frakcje i sporo pieczywa fluo w swoim składzie. Ze względu na to, że w mojej mieszance ma dywanować dno, wymaga wcześniejszego namaczania.Mnie przypomina trochę zanętę Gold Pro. Tak jak napisałem ma ona tworzyć dywan zanętowy na dnie łowiska. Nawilżam ja późnym wieczorem, przed łowieniem. Lekko ją przemaczam. Ma przecież leżeć na dnie.

Osobno przygotowuę i nawilżam" ziemię". Moja koncepcja zakłada lekkie nęcenie, więc mieszanka glin jest też lekka. Stosuję ziemię bełchatowską lekką i glinę wiążącą w proporcjach 1:1. Aby ujednolicić mieszankę przecieram ją dwukrotnie przez sito o oczku 3mm i nawilżam. Spryskiwaczem dodaję wode i mieszam ziemię, aż osiągne bardzo plastyczną mieszanke, z której lepi się bez problemu kula.

Na łowisku, przed zawodami sprawdzam nawilżenie zanęty mającej tworzyć dywan. Jeśli jest trochę za mokra, to nie szkodzi. Jesli odparowała z niej woda - dowilżam. Potem przecieram przez to samo sito. Zostawiam przetartą zanete, aby sie trochę napowietrzyła.

Nastepnie przygotowuję zanętę mającą dawać smugę w mieszance. Staram sie jej nie przemoczyć, bo po dodaniu do ziemi i tak zabierze z niej część wilgoci. Mieszam szybko obie zanęty ze sobą i dodaje do ziemi. Aby uzyskać jak najdokładniejsze wymieszanie składników robię to porcjami, przesiewając przez sito dwukrotnie.

Tak wykonana mieszanka jest bardzo plastyczna i lekka. Po pierwszym przetarciu przez sito sprawdzam jeszcze raz wilgotność. Jeśli trzeba, to bardzo delikatnie dowilżam.

Dzielę następnie zanętę na dwie części, choć zdobyte doświadczenie podpowiada mi, że powinienem dzielić ją na trzy części. Czasami trzeba sie z jakichś powodów przenęcić w inne miejsce np. zmienić odległość łowienia.

Część przeznaczam na nęcenie wstępne, reszta pozostaje na donęcanie.

Nęcenie wstępne. Najpierw robię około pięciu kul bez żadnego robactwa. Służą one "wstrzelaniu" się w pole nęcenia. Nawet jeśli rozstrzelę je zbytnio, to nic złego sie nie dzieje :) wabią ryby zapachem i smugą.

Do reszty mieszanki na nęcenie wstępne dodaję trochę jokersa, niewielką ilość kasterów i trochę ochotki haczykowej. Nic więcej. Wielokrotnie przekonałem się, łowiąc na treningu przed zawodami, że ryby świetnie żerują i przy niezmiennej pogodzie można by zakładać, że nic się raczej nie zmieni. Dodanie w nęceniu wstępnym dużej ilości robaków miało by zatrzymać na dłużej większe ryby od razu na początku zawodów.

Zawody zaskakiwały jednak totalnym bezrybiem. Sytuacje takie były zarówno na słynnym Dratowie, jak i na Zalewie Zemborzyckim. Jeśli ryby danego dnia nie są aktywne, to trudno jest złowić cokolwiek na

" wybrukowanym " robakami dnie. Według mojej koncepcji jokers swoją ruchliwością wzbudza zainteresowanie ryb, a kaster leżący nieruchomo na dnie, przy słabym żerowaniu jest rybom po prostu obojętny.

Całkowicie zrezygnowałem z podawania topionych robaków. Stosuję wyłącznie żywą pinkę i białego w niewielkich ilościach. Żywe robaki są dla ryb o wiele bardziej atrakcyjne. Ruch wabi ryby ze znacznej odległości. Często donęcam i sprawdza mi sie ten sposób łowienia. Jeśli ryby dobrze biorą podaję wiecej białych robaków - lub pinki. Przy słabym żerowaniu daję tylko jokersa i słabiej dociskam kule, aby rozbijały sie o powierzchnię wody z nadzieją, że w ten sposób zwabię ryby z dalszej odległości.

 Nęcę procą , obierajac sobie jakiś punkt odniesienia na drugim brzegu i znaczę odleglość łowienia na żyłce markerem. 

 

Rafał Kowalczyk